Hostel 3 – recenzja filmu

Wczoraj w nocy nie mogłam zasnąć więc przeczesywałam kanały telewizyjne w poszukiwaniu jakichś ciekawych horrorowych produkcji. Natrafiłam na seans „Hostel III” na antenie CineMax. Pomyślałam – „czemu by nie obejrzeć” zważywszy, że widziałam dwie poprzednie części i zbytnio się na nich nie nudziłam. Także rozsiadłam się wygodnie i zaczęłam oglądać… Recenzja ta może zawierać spoilery, ale śmiało możesz ją czytać – jest szansa, że unikniesz seansu niezłego gniota, bo takowym jest wyżej opisywany film.

Hazard, gdzie w grę wchodzą najwyższe stawki nabiera nowego, grzesznego znaczenia w trzecim rozdziale przerażającej sagi „HOSTEL”. Świętując wieczór kawalerski w Las Vegas czwórka przyjaciół zostaje namówiona przez dwie seksowne damy do towarzystwa do odwiedzenia prywatnego przyjęcia z dala od centrum. Na miejscu z przerażeniem odkrywają, że zostali przedmiotami perwersyjnej gry tortur, w której członkowie Elitarnego Klubu Łowieckiego urządzają najbardziej sadystyczne show w mieście.

Taki opis fabuły filmu widnieje na FilmWebie. Nie do końca jest on prawdziwy, bo nasza czwórka spokojnie wraca do pokoju hotelowego, fakt, że jednego brakuje, ale jednak wracają, nieprawdaż? Ten jeden rodzynek miał pecha i zostaje wytypowany jako narzędzie tortur dla zblazowanych bogaczy. To właśnie jemu zostaje ściągnięta skóra z twarzy, co możecie podziwiać na obrazku wyżej. Przyznam się, że to jedyna dobra scena w całym filmie – nawet nie poczułam się senna podczas jej oglądania, więc wiem o czym piszę :) Niestety, cała reszta jest słaba, nudna i mocno przewidywalna. O dziwo ta część jest najmniej krwawa z całej trylogii. Przyzwyczaiłam się, że każda następna odsłona pokazuje nam więcej krwi i flaków. Przy zaniku fabuły chociaż tym widz mógł nacieszyć oczy. A tu nie dostaliśmy nawet porządnego gore, bo marna scenka z buzią to jednak za mało. Szkoda, może gdyby było odwrotnie nie zasnęłabym na kilka minut :)))

Tak, przyznaję się bez bicia – zasnęłam pod koniec :) Ale to nie moja wina, film był tak nudny, że nie potrafił przyciągnąć mojej uwagi na tyle by odgonić sen. Ok, do połowy było nawet nawet. Wiedziałam, że koledzy wcale nie jadą do Palm Springs na golfa lecz oglądać striptizerki do Vegas. Nawet zostałam zaskoczona gdy te dwie dziewoje kazały jechać im do starej fabryki. Myślałam, że to już ich koniec i zostaną poćwiartowani, a to okazało się częścią wieczoru kawalerskiego. Upewniłam się na sto procent gdy ta goła baba usiadła mu na kolanach ^^. Potem zaginął Mike i jedna z panien do towarzystwa i się zaczęło. Gdy chłopaki dotarli do przyczepy Nikki ( tak chyba jej było, nie pamiętam za dobrze ) coś zaczęłam być senna. Pamiętam jeszcze jak dotarli do fabryczki i zostali ( chyba rozdzieleni ). Piszę chyba, bo oko przymknęło mi się na minutę i otworzyłam je dopiero jak już byli w tych klatkach :) Potem nastąpił festiwal absurdu z pojedynkiem dwóch przyjaciół na czele. Niby mega zaskoczeniem miało być to, że za całym tym zamieszaniem stoi Carter ( chyba, bo znowu nie do końca kojarzę ich po imionach :) ale w sumie było to dość logiczne. Narzędzie w spodniach mu to podpowiedziało – przynajmniej tak zrozumiałam z jego wywodu ^^. Jak Scott oderżnął mu kawałek skóry ze znakiem Stowarzyszenia zaczęłam się śmiać. Potem była ucieczka i paździerzowa scena wyłączenia prądu. Telefon na policję też był całkiem zabawny. I znowu przysnęłam, bo za chiny ludowe nie mogę przypomnieć sobie sceny z karaluchami i panienką w rolach głównych :( A szkoda, chciałam to obejrzeć.

Potem nastąpiło zakończenie, które pobiło wszelkie granice trollingu. Naprawdę żywię poważną obawę, iż twórcy tym czymś postanowili zakpić sobie z widza. Otóż na końcu Carter ucieka samochodem i wysadza w powietrze cały kompleks budynków ze Scottem w środku. Precyzyjniej to nasz niedoszły pan młody stał sobie przy siatce i chciał wyjść a tu niespodzianka – buuum i po chłopaku. Zrozpaczony przyjaciel wraca do domu i przywozi ze sobą urnę z prochami delikwenta. Oczywiście smali przy tym cholewki do owdowiałej narzeczonej – niestety nie pamiętam jej imienia, bo nie mogę rozróżnić jej i tej drugiej – jedna była Kendrą a druga Angelą :) To dobitnie świadczy jak mocno wciągnął mnie ten film. Ale kontynuujmy… Otóż wesoła wdówka ( pozwolę sobie ja tak tytułować ) idzie do kuchni przynieść coś do picia po czym wraca z butelką wina. Gdy chce je otworzyć ni z tego ni z owego chwyta korkociąg i wija go w rękę Cartera! Cóż za emocje moi drodzy. Ale to jeszcze nie koniec ponieważ z jej ust pada złowieszcze zdanie ” ale Scott żyje”!!! Fanfary i zza kurtyny wyłania się jedynie lekko poparzony niedoszły pan młody. Razem z przyszłą żoneczką wymierzają karę niesfornemu kumplowi. Panie i panowie – jeden wielki LOL. Fajnie wiedzieć, że taki wybuch to nic, w końcu mieliśmy do czynienia z nowym wcieleniem Supermena, który nosi na plecach pelerynkę chroniącą przed ogniem. To właśnie ona uratowała mu życie i zagwarantowała bezpieczny powrót do domu. Nie wiem czy śmiać się czy płakać nad głupotą twórców. Pewnie myśleli, że nikt nie zauważy, że w scenie wcześniej Scott zostaje spalony i jest to pięknie pokazane ^^. Jak widać zmartwychwstania w horrorach nadal mają się dobrze.

Tak sobie siedziałam i myślałam jaką ocenę powinnam wystawić najnowszemu „Hostelowi”. Do połowy był to średni horror, ale jednak na tyle „dobry” by łaskawie obdarować do piątką. Sam początek w którym mamy odwrócenie konwencji jest całkiem fajny. Kto, prócz mnie myślał, że to Ci Ukraińcy będą chcieli uwięzić Amerykanina i sprzedać go na tortury? A tu taka miła niespodzianka. Potem jest już niestety tylko gorzej z kuriozalnym pseudo – zakończeniem na deser. Nie lubię gdy ktoś robi z widza debila. Ok, niby nie powinniśmy oczekiwać od tej serii wielkiego realizmu, ale malutka jego doza nie zaszkodzi.

Jeżeli ktoś ceni swój czas to chyba nie warto poświęcać go na tę produkcję. Z uwagi, że ja widziałam ją w telewizji nie mam jakichś większych wyrzutów sumienia, choć gdybym miała stracić transfer na to coś czułabym się zła na siebie za ściągnięcie gniota. Jak ktoś ma nielimitowany przepływ to może zaryzykować, niech tylko nie nastawia się za bardzo na ochy i achy bo nic z tego nie będzie ^^. „Hostele” to takie mózgotrzepy, które po obejrzeniu z czystym sumieniem możemy usunąć z dysku. O, jeśli ktoś chce sobie popatrzeć na gołe cycki to tu je dostanie, może nie jakoś specjalnie dużo ale to zawsze coś. Cała reszta może spokojnie iść spać, bez całej tej trollowej otoczki.

Moja ocena 3/10

About these ads

3 comments on “Hostel 3 – recenzja filmu

  1. Rodion pisze:

    Jestem prawie pewny, że napisałem tu kiedyś komentarz, a go nie ma ;(

    • gennie85 pisze:

      To bardzo możliwe, ponieważ mój blog sam sobą zarządza biorąc niektóre wpisy za spam. Co najgorsze nie mam do nich dostępu i są od razu kasowane. Nie mam pojęcia od czego to zależy ale czas najwyższy spróbować coś z tym zrobić, bo całkiem możliwe, że takich wpisów jak Twój było więcej :)

  2. Rodion pisze:

    Tam coś było napisane, że czeka na moderację czy coś. Chyba nawet trzeba było wpisywać ciąg znaków, tak jakbym był androidem z „Prometeusza”. W każdym razie było to wcześniej, a teraz widzę, że twój blog przeszedł sporą zmianę i mam nadzieję, że na lepsze. Na pewno pojawia się więcej tekstów i to cieszy ;)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s