Droga bez powrotu 4: Krwawe początki – recenzja

Jestem świeżo po seansie tego “dzieła” i mam ochotę przelać swoje odczucia a propos “Drogi bez powrotu 4″… Tylko nie do końca wiem od czego zacząć, ponieważ nadal jestem w szoku spowodowanym obrzydzeniem poszczególnymi scenami. Rozumiem, że to gatunek gore, więc krew, flaki i cała reszta musi być ale chyba nie prezentowana aż tak nachalnie. Już pierwsze dziesięć minut skoncentrowane na masakrze w szpitalu psychiatrycznym skutecznie zniechęciło mnie do zjedzenia kanapki, na którą wcześniej miałam ochotę. Nie zrażona jednak tym incydentem postanowiłam kontynuować seans, w końcu nie mam w zwyczaju wyłączać rozpoczętych horrorów. Po seansie mogę stwierdzić, że to był jeden z najbardziej odrażających filmów jakie dane mi było ujrzeć :) Nie będę polecać go nikomu, a może ta notatka odniesie odwrotny skutek i ustrzegę widzów przed obejrzeniem tegoż koszmarku :)

Z cyklem “Droga bez powrotu” zaznajomiłam się już dość dawno temu. Pierwszą część opowiadającą o grupce nastolatków wpadających w sidła zdeformowanych kanibali zamieszkujących lasy stanu Wirginia oglądało mi się całkiem nieźle. Było napięcie, trochę grozy i obrzydliwości ale na szczęście tonowanej, także seans nie wywoływał u widza odruchów wymiotnych. Druga część wyszła od razu na wideo, niestety nie miałam przyjemności się z nią zaznajomić. Kolejna odsłona cyklu była zwykłą padaką pozbawioną finezji oraz polotu, o napięciu nie wspominając. Recenzowana część czwarta trzyma ten sam poziom żenady i udowadnia, że im dalej twórcy serii udawali się w las tym było ciemniej. Oczywiście film trafił od razu na rynek DVD ( tak mi się coś kojarzy ), pewnie producenci oszacowali, że taki krok finansowo opłaci im się bardziej niż dystrybucja w kinach.

Z fabułą również nie zaszalano. Mamy tu bowiem skupisko debili ( bo nazwanie ich nastolatkami byłoby obrazą dla tych żyjących ) którzy postanawiają wybrać się grupą do domku ich znajomego. W drogę tę wybierają się skuterami śnieżnymi ( jakżeby inaczej ) i w trakcie oczywiście co? Błądzą. To zasługa ich niesamowicie wyedukowanego kolegi, który szedł w zaparte iż mają jechać właśnie tą ścieżką. Widać chyba koleś miał zaczątki Alzheimera bo wyprowadził ich w zgoła odległą dzicz. Na szczęście ( dla kanibali, nie bohaterów ) uczynna koleżanka zauważyła zarys budynku majaczący w oddali. Krótka narada i dzieciaki postanowiły tam przenocować. Trafili oczywiście do zniszczonego szpitala psychiatrycznego ( aka sanatorium dla brzydkich ludzi ) znanego z początkowych sekwencji. Szybko się rozgościli, zaczęli pić alkohol, palić trawkę i zwiedzać stare budownictwo. W międzyczasie do domu wrócili dzicy lokatorzy czyli nasze ulubione, szalone rodzeństwo znane z części pierwszej. Potem nastąpił znany wszystkim schemat – dzieciarnia ginęła jedna po drugiej, a widz albo miał ubaw, albo przyszykował sobie wiadro na wypadek ewentualnych wymiotów.

Przyznam się, że już dawno nie widziałam tak debilnie skonstruowanych postaci. Bardzo często podczas oglądania horrorów solidaryzuję się z ofiarami i szczerze życzę im przetrwania, tu było na odwrót. Z uśmiechem na twarzy czekałam tylko na odpowiednią okazję by zdeformowane rodzeństwo wytłukło tych debili do cna. Najbardziej wkurzała mnie ta krzykliwa Azjatka i byłam mocno zaskoczona, że zginęła jako jedna z ostatnich. Gdybym ja polowała na bohaterów odstrzeliłabym łeb tej laluni w pierwszej kolejności. Ogólnie rzecz biorąc część czwarta ma tak idiotyczny scenariusz, a co za tym idzie i zachowanie poszczególnych postaci, że zamiast podwyższyć końcową ocenę ( z prostego, ludzkiego współczucia dla panów twórców ) jeszcze ją obniżyłam. Przytoczę tu kilka “scen – perełek “, które mają okazję stać się kultowymi w kategorii paździerzu.

- pacjenci sanatorium w Glenville są niewyedukowani, upośledzeni społecznie i mentalnie a mimo to myślą bardzo racjonalnie i przy okazji oglądają sensacyjne seriale. Bo jak inaczej wytłumaczyć próbę otwarcia zamka w drzwiach do celi spinką ukradzioną pani doktor? Rozumiem więc, że każdy z pacjentów tylko czekał na taką okazję mając w myślach obmyślony plan ucieczki z użyciem wytrycha :) Niech jeszcze ktoś powie, że kanibale z serii są głupi.

- ta sama spinka jakimś magicznym cudem znajduje się w tej samej celi w której zamknięte zostało rodzeństwo. Tak sobie po prostu leżała w sedesie i czekała na dogodną okazję by komuś się przydać. To było tak naciągane, że głowa mała. Twórcy w ogóle się nie wysilili jak widać. Mogli jeszcze wtłoczyć tam jakieś koktajle Mołotowa, jak szaleć to szaleć.

- kolega naszych bohaterów jest mordowany w piwnicy, drze się na całe gardło “pomocy”, a ta głupia Azjatka urządza głosowanie na to czy iść go ratować :) nie miałam innego wyjścia tylko śmiać się jak wariatka. Poziom żenady sięgnął dna.

- jak już wspomniałam bohaterowie nie grzeszyli inteligencją. Zamiast uciekać całą grupą, ewentualnie napaść na kanibali – w końcu dzieciaki miały przewagę liczebną 9 do 3, woleli rozdzielać się na małe podgrupki i szukać ocalałych. No błagam, wiadomo przecież, że jak napastnik zaatakuje jedną osobę nie ma ona zbytnich szans, ale jak byłoby ich z 5 to już wtedy karta się odwraca. Ale nie, te półmózgi wolały być łatwym celem. Co za kretynizm i to do kwadratu!

- dzieciarnia pobiegła na dół po jakąś broń do obrony. Wyleciała ich trójka, wraca dwójka a murzynka dopiero po przejściu przez próg doznaje olśnienia, że nie ma ich kolegi! Serio? Ja nie wiem kto pisze te scenariusze, ale jak się biegnie grupą to naturalnym jest odwracanie się by nadzorować czy wszyscy nadal są z tyłu. Jak widać dziewczyna nie czuła takiej potrzeby, pewnie pomyślała, że blondyn skoczył do McDonalda po szejka.

- w ogóle odniosłam wrażenie, że postać niskiego blondyna jako jedyna przejawiała szczątki inteligencji. Gdy dzieciaki budzą się po przespanej w sanatorium nocy i udają się do salonu, odkrywają, że nie ma ich rzeczy. Nikogo to nie wzrusza, prócz nizołka. Wszyscy mają ubaw, a tamten jako jedyny próbuje rozkminić gdzie są bagaże. Podejrzewam, że autor scenariusza postanowił pokazać nam gdzie mają nasze ( czyli widzów ) uwagi a propos większego realizmu w tego typu filmach. Nas też nikt nie słucha, tak jak tego blondyna :(

A teraz scena roku, która przekreśliła szanse na to bym mogła dać temu filmowi wysoką ocenę.

Otóż jakimś nadludzkim, umysłowym wysiłkiem naszym dzieciakom udało się schwytać w pułapkę głodnych kanibali. Mieli pewnie wtedy przebłysk inteligencji ale nie umniejszajmy im w ich minucie triumfu. Zamknęli rodzeństwo w ich starej celi, a nabuzowany testosteronem sobowtór Justina B. postanowił ich spalić ( godna odnotowania logiczna myśl ). Gdy wlał do środka naftę i zamierzał wrzucić tam zapalniczkę odezwała się pieprzona samarytanka – Kenia. Co za pustak! Zaczęła gadkę, że tak się nie godzi, że zabójstwo do niczego nie prowadzi, że będzie prześladować ich do końca życia! Co za brednie, przecież nasze wesołe rodzeństwo wybiło w pień ich przyjaciół jeden po drugim, a tamtej załączyło się współczucie. Eutanazję dla tej koleżanki poproszę. Kilka chwil później scenarzysta pojechał po całości i zaprzeczył zupełnie wspomnianej scenie, ponieważ to właśnie czarna rzuciła się pierwsza do mordowania jednego z oprawców ( którym okazał się ich kumpel, ale to szczegół )! Brawa za logikę i idiotyzm wylewający się ze skryptu. Po czymś takim nie miałam już litości dla tej produkcji.

Jeszcze słów kilka o tym, jakie obrzydzenie wywołała we mnie ta “Droga”. Już początkowa scena, gdy doktorek rozrywany jest na części pierwsze, a kamera rejestruje to ze szczegółami doprowadziła mnie prawie do wymiotów. Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam się tak zniesmaczona oglądając horror. Wydaję mi się, że jestem dość wytrzymałą osobą, trudno mnie przestraszyć i obrzydzić, ale twórcom tegoż dzieła udało się i to z nawiązką. Tortury na blondynku dopełniły dzieła, jestem fanką gore ale nie takiego. Przepraszam i chyba troszkę żałuję, że zabrałam się za ten tytuł.

Ogólnie “Krwawego początku” nie polecam nikomu. Aktorstwo leży i kwiczy, logiki tu nie uświadczycie, sceny jedynie obrzydzają, a zakończenie jest tak beznadziejne, że szkoda gadać :) To prequel pierwszej części, a ja nie czułam żadnego nawiązania ( prócz kanibali ) do tego ( w porównaniu z tym ) dobrego filmu. Rzadko daję słabe oceny, ale tu wystawiłam 2/10 :) Jedynki nie dałam ze względu na tą jedną logiczną scenę ( atak na oprawców ) czyli wychodzi na to, że i tak jestem szczodra i wyrozumiała.

3 comments on “Droga bez powrotu 4: Krwawe początki – recenzja

  1. amondemon pisze:

    jesteś fanką gore? sama sobie zaprzeczasz tym komentarzem…
    druga sprawa… oczywiście każdy rodzi się sadystą-mścicielem…
    resztę sobie dopowiedz… a ogólnie film ujdzie, właśnie dzięki scenom gore… pozdrawiam.

    • gennie85 pisze:

      Bycie fanką gore nie przeszkadza w ocenianiu krytycznie filmów z tego gatunku. Po prostu wizja zaprezentowana przez twórców kompletnie do mnie nie trafiła. Lubię krwawe opowieści ale nie w takim wydaniu. Również pozdrawiam.

  2. Storhelius pisze:

    Zadałaś sobie wiele trudu, bardzo dobra i uargumentowana solidnie recenzja. Nie zgadzam się ale to bardzo subiektywne, pozdrawiam, tak trzymaj

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s